Obrona niemożliwego

Wszyscy śmieją się z Marcinkiewicza. "Wara od mojego życia prywatnego!" - Tak przed kamerami grzmiał Kazimierz jeszcze niedawno.
Dziś w „Vivie!” ukazała się jego sesja z Izą z Brwinowa (przemianowaną, na potrzeby product placement, na Isabelle z Londynu). Pełna kiczu, jak amerykański whooper kalorii. Na kilkunastu stronach widać jak Kazimierz i Izabela, szczęśliwi do niemożliwości, jedzą sobie z rączek. Jest to rzecz, niezależnie od aktorów i sceny, dość odpychająca. Podobny stopień zażenowania można odczuć w sytuacji, kiedy ktoś pokazuje nam 4,5 godzinny film z pierwszej komunii swojego dziecka albo rzuca petardami w grupkę upośledzonych przedszkolaków. Czy jednak to co nudne, żenujące i obciachowe musi być od razu niemoralne?Autorytety etyczne z TVN dzisiaj nie zostawiły na eks-idolu mas suchej nitki. Zastanawiam się jednak czy to fair, a skoro nie, to dlaczego. Najważniejsze jest to, co zarzuca się Marcinkiewiczowi. "Mówił, że nie będzie sprzedawał prywatności, a sprzedaje!" - Grzmią prowadzący znanego filozoficznego talk-show "Dzień Dobry TVN". I mają rację, tylko że warto chyba poświęcić temu trochę więcej uwagi. Postawmy sprawę jasno - chodzi o zmianę. Według większości opinii publicznej możliwość zmiany zdania, komu jak komu, ale Marcinkiewiczowi się na pewno nie należy. Dlaczego dziennikarze TVN Wojciech Jagielski i Jolanta Pieńkowska sądzą, że w swoich poglądach musi trwać tak mocno, jak Keith Richards przy wciąganiu koki? Dlatego, że był premierem, czyli większość wiedziała jak wygląda. Innymi słowy: nie może zmienić zdania bo jest rozpoznawalny. "Eks-premierom" (i innym celebrytom) zmiana zdania nie przysługuje. Prześledźmy więc ten tok rozumowania. Co mogłoby się stać, gdyby ludzie cały czas trwali przy swoim?Wierzylibyśmy, że ziemia jest nie tylko płaska, ale i spoczywa na skorupie wielkiego żółwia; że Święty Mikołaj na prawdę istnieje a za zanieczyszczenie świata są odpowiedzialni ludzie używający dezodorantów w sprayu. Za fakt cały czas uznawalibyśmy konieczność mycia ubrań za pomocą tary, bo nie zmieniwszy zdania co do jej skuteczności, nikt nie zdecydowałby się użyć pralki. Właściwie nie byłoby czego prać, bo tych ubrań nigdy by nie wynaleziono, będąc zadowolonym z chodzenia w zwierzęcych skórach. Gdybyśmy nie zmieniali zdania, nadal mielibyśmy u władzy PiS a naszym premierem byłby wybrany po raz drugi (i nie ostatni) Jarosław Kaczyński. Kobiety nie mogłyby głosować, nie skończyła by się na dwóch sezonach emisja Big Brothera, a ja nadal uważałbym, że zakładanie skarpetek do sandałów jest fajne. Czasami trzeba się pomylić.Argument prowadzących "Dzień Dobry TVN" uznaję więc nie tylko za negację podstawowej wartości człowieczeństwa - prawa do pomyłki ale i naplucie w twarz postępowi a także całemu, mniej więcej dumnemu, gatunkowi ludzkiemu. Myślę, że to nic innego, jak wyrzucenie wszystkich samogłosek z sentencji "Errare humanum est". Tak jak zdanie bez samogłosek, tak życie i historia bez błędów nie mają najmniejszego sensu.


Comments [1]